Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Odkrywając Midgar na nowo — Recenzja Final Fantasy VII Remake Intergrade

Ta da da daaa da daaa da daa! Ręce w…

22 lutego 2026

Ta da da daaa da daaa da daa! Ręce w górę, kto rozpoznał w tym kultową melodyjkę odgrywającą się po zakończeniu walki w legendarnym Final Fantasy 7 na popularnego kilka dekad temu “szaraka”, czyli Playstation 1? Zgaduję, że jest to spora część populacji fanów jRPG. Ze świecą można szukać chyba gry, która powoduje u nich tak wielkie pokłady nostalgii, szczególnie biorąc pod uwagę, jak bardzo przełomowy był to tytuł dla serii jak i gatunku. Nic więc dziwnego, że szał growego hype’u osiągnął zenit, kiedy parę lat temu wypuszczony został na konsole Playstation remake tego klasyka, a następnie jego podrasowana wersja Intergrade. W tamtym okresie fani Nintendo musieli obejść ze smakiem – oryginalny Switch był po prostu zbyt cienki, żeby uciągnąć graficznie powalający powrót do Midgar. Na szczęście Switch 2 nie ma już takich problemów. Jak więc zatem sprawuje się jego wersja?

 

Miasto cieni

 

 

Dla nielicznych osób, które nigdy nie miały możliwości zetknąć się z klasycznym oryginałem, warto krótko streścić zarys fabuły. Final Fantasy VII Remake Intergrade pokrywa z grubsza pierwszą ⅓ oryginalnego tytułu, skupiając się na części, która dzieje się w technologicznie zaawansowanym, dystopijnym mieście Midgar. Metropolia jest niemal w całości kontrolowana przez korporację Shinra, która dosłownie i w przenośni wyciska ostatnie soki z planety, aby pozyskać z niej energię niezbędną do zasilania jej złowieszczych planów. Nam przyjdzie się wcielić w postać Clouda Strife’a, najemnika i ex-członka elitarnej jednostki uderzeniowej Shinry – SOLDIER. Za namową przyjaciółki z dzieciństwa, Tify, bierze on udział w akcji dywersyjnej grupy ekoterrorystów Avalanche, mającej na celu wysadzenie jednej z elektrowni, która niszczy planetę. Akcja ta uruchamia szereg zdarzeń, które nie tylko sprawią, że Cloud będzie musiał zmierzyć się z pytaniami takimi jak “o co warto walczyć”, ale też dużo bardziej podstawowymi – jak to, czy przeszłość, którą pamięta, była realna. Czeka nas tu po drodze sporo zwrotów akcji, a i starzy wyjadacze “siódemki” w kilku miejscach się zaskoczą, bo nowa gra nie zawsze trzyma się dokładnie drogi wyznaczonej przez oryginał. Jest to szczegółnie widoczne w tym, że wiele postaci z gry na Playstation 1 zostało znacznie bardziej rozwiniętych (np. Jessie, Wegde i Biggs), a sama oś fabuły dodaje znacznie więcej elementów fantastycznych. Koniec końców pewnie nie każdemu one podejdą, ale trzeba pochwalić Square Enix za to, że nie wybrało po prostu najłatwiejszej drogi do celu.

 

Port bez fuszery

 

 

A jeśli mowa o dużej pracy włożonej przez twórców portu i remake’u, już od pierwszych minut na ekranie Switch 2 widać, że jest to coś więcej niż odgrzewany kotlet. Midgar, monumentalne techno-miasto rządzone przez Shinrę, prezentuje się fenomenalnie – jest pełne detali, świetnego oświetlenia i klimatycznych cieni, które potrafią (dosłownie) olśnić nawet w trybie przenośnym. To nie tylko prosty port z PS4: twórcy oparli się na ulepszonej wersji Intergrade z dynamicznym oświetleniem, bogatą animacją i dodatkiem INTERmission z Yuffie w roli głównej. Graficznie gra prezentuje się gdzieś pomiędzy wersjami PS4 a PS5. W pewnym sensie jest to Midgar takie, jak każdy z nas wyobrażał sobie jako dzieciak, patrząc na kanciate poligony na małym telewizorku CRT. Klimat po prostu sączy się z ekranu, a wybuchowa akcja nareszcie może być przedstawiona tak, jak pewnie chcieli to zrobić twórcy niemal 30 lat temu. Midgar powala ilością szczegółów i unika bardzo częstej dla gier pułapki — faktycznie sprawia wrażenie żywego miasta, a nie prostej scenografii, po której hasać mogą nasi bohaterowie. Jedyną rysą na tym niemalże idealnym obrazie portu na Switcha 2 jest to, że gra działa jedynie w trybie 30 FPS. Choć można było to pewnie przewidzieć, zważając na mobilną naturę konsolki od Nintendo, nadal jest to pewien mankament. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że gra faktycznie stabilnie trzyma się tych klatek i nie zauważyłem znaczących spadków nawet wtedy, gdy akcja na ekranie robi się naprawdę gorąca. 

 

Walki jak nigdy dotąd

 

 

System walki w Remake też przeszedł solidny lifting. Jest to świetny miks dynamicznej akcji i strategicznych wyborów – znany z oryginału ATB współgra tu z bardziej zręcznościowymi elementami real-time combat, podobnie jak w nowszych odsłonach serii. Działa to tak, że możemy bić przeciwników relatywnie słabymi atakami jak w normalnym aRPG, co stopniowo będzie ładowało nasz pasek ATB. Kiedy naładujemy go w pełni, możemy użyć bardziej potężnych ataków, magii oraz przedmiotów. Do tego oczywiście dochodzą znane i kochane przez graczy limit breaks i nowość – możliwość ogłuszania przeciwników różnymi atakami, aby zadać później znacznie wyższe obrażenia. Początkowo to wszystko sprawiało dla mnie wrażenie ogromnego chaosu, ale po pewnym czasie “kliknęło” i sprawiło, że na pewno nie chciałbym wrócić do znacznie bardziej statycznego systemu znanego z gry sprzed 3 dekad. A nawet jeśli bym chciał, gra nadal na to pozwala — dla tradycjonalistów dostępna jest opcja, która pozwala sprawić, że walki znacznie bardziej przypominają starsze “fajnale”. O ile zwykłe random encounters nie są aż tak ekscytujące, tak nawet pierwszy boss napotkany na drodze (starsi gracze na pewno pamiętają mechanicznego “skorpiona”) sprawił, że podniosło mi się ciśnienie. Mashując przyciski, po prostu bym przegrał, więc trzeba było się nieco napocić. To wszystko sprawia, że twórcom należą się ogromne oklaski za to, że stworzyli coś nowego, ale z ogromnym poszanowaniem dla kultowego statusu oryginalnej gry. 

 

W końcu wolność dla gracza

 

 

Być może narażę się tu psychofanom “siódemki”, ale gra definitywnie miała swoje wady. Największą z nich chyba dla mnie była zerowa “player agency” – właściwie nie mieliśmy żadnej kontroli nad tym, jak rozwijają się postacie w naszej drużynie, może poza decyzjami, jakie materie przypiąć do ich broni. Szczęśliwie, w remake’u opcji jest znaczenie więcej. Bronie, które zdobywamy, mają swoje własne drzewka rozwoju — po pewnym czasie ich używania mamy możliwość podniesienia ich statystyk, a nawet odblokowania za ich pomocą nowych umiejętności. Sprawia to, że nareszcie czujemy, że mamy jakąś kontrolę nad naszymi postaciami, zamiast tylko obserwować, jak podnoszą się różne numerki po tym, jak wbiją kolejny poziom. Na swojej drodze spotkamy też nieco wyborów fabularnych i choć większość z nich nie niesie za sobą aż tak wielkich konsekwencji, nadal daje nam poczucie nieco większej sprawczości.

 

Więcej nie zawsze znaczy lepiej

 

 

Jedną z rzeczy, które znacznie odróżniają Final Fantasy 7 od jej remake’u, jest liczba dodatkowego contentu. Występuje on przede wszystkim pod postacią przeróżnych sidequestów. Muszę przyznać, że jestem co do nich nieco rozdarty. Z jednej strony z pewnością nadają pewnego dodatkowego kolorytu dystopijnemu miastu i sprawiają, że jest bardziej żywe, a jego mieszkańcy nie są tylko jednowymiarowymi kartonowymi wycinankami. Z drugiej jednak — większość z nich jest po prostu niezbyt ciekawa. Zwykle sprowadzają się do bardzo standardowych subquestów znanych z gier mmorpg, gdzie trzeba zabić jakieś konkretne stwory lub zebrać ileś typów konkretnych przedmiotów. Jest to jeden obszar, gdzie zabrakło remake’owi nieco polotu. Z pewnością przy nieco większej fantazji twórców dodatkowy content nie sprawiałby wrażenia zapychacza i bardziej zachęcałby graczy do eksploracji świata. Nie zrozumcie mnie źle – te questy nie są tragiczne, ale na tle niemal doskonałego odrodzenia serii wypadają nieco blado.

 

Final Fantasy VII Remake Intergrade na Nintendo Switch 2 to port, który nie tylko zasługuje na uwagę – to port, który pokazuje, co w hybrydowej konsoli drzemie naprawdę. Jeśli szukasz efektownego, ogromnego JRPG-a z bogatą narracją i solidną mechaniką, to jedna z najlepszych takich pozycji dostępnych dziś na rynku hybrydowych konsol. Pełna rekomendacja zarówno dla starych pryków, jak i ja, którzy z rozżewieniem wspominają długie godziny spędzone nad oryginałem, jak i nowych graczy, którzy nigdy nie mieli szansy na spotkanie się z fantastycznym światem Final Fantasy 7.

 

 

Cena w eshopie: 219,00 PLN

Podziękowania dla Cenega za dostarczenie gry do recenzji.


Podsumowanie

Zalety

  • + Fantastyczna oprawa graficzna jak na hybrydę
  • + Płynna i responsywna rozgrywka
  • + Ogrom treści i świetna narracja

Wady

  • - Brak trybu 60 FPS
  • - Nieciekawe sidequesty

8.5

Wyświetleń: 683

Redaktor

Zimny

Fan gier indie, strategii, RPG, Nintendo i wszystkiego co ma związek z retro gamingiem. Swego czasu współtworzyłem jedną z największych polskich stron o jRPG. Z wykształcenia jestem anglistą, a w “prawdziwym życiu” pracuję nad przeróżnymi projektami IT.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *