SprzętRecenzja
SprzętArtykuł

Recenzja Anbernic RG DS – Konsola, która złamie Ci serce, ale uratuje portfel

Przez ostatnie lata rynek retro konsol przeżywał prawdziwy, wręcz nieprawdopodobny…

15 marca 2026

Przez ostatnie lata rynek retro konsol przeżywał prawdziwy, wręcz nieprawdopodobny rozkwit. Firmy takie jak Anbernic, Retroid czy Powkiddy zasypywały nas kolejnymi iteracjami swoich urządzeń, oferując ekrany w formacie 4:3 dla miłośników PlayStation 1 i Super Nintendo, czy panoramiczne 16:9 idealne pod Game Boya Advance i PSP. Jednak w tym całym technologicznym wyścigu zbrojeń zawsze brakowało jednego, ostatecznego Świętego Graala retro gamingu = pełnoprawnej, dedykowanej konsoli z dwoma fizycznymi ekranami, która w naturalny sposób emulowałaby legendarną rodzinę konsol Nintendo DS oraz 3DS.

Rozgrywka w tytuły z „kieszonsolki” Nintendo na standardowych urządzeniach z jednym ekranem zawsze wymagała potężnych kompromisów. Konieczność przełączania się między widokami, ustawiania małego ekraniku obok dużego lub nieporęczne podziały wyświetlacza na pół sprawiały, że magia tytułów projektowanych specjalnie na dwa ekrany ulatywała bezpowrotnie. Przyznam Wam jednak szczerze – w ogóle nie śledziłem zapowiedzi i nie wiedziałem, że ktoś próbuje ten problem fizycznie rozwiązać. Jak pewnie pamiętacie z moich tekstów o dwóch poprzednich retro maszynkach, jestem dopiero na samym początku swojej przygody z tym rynkiem i nierzadko skomplikowanym tematem emulacji. Kiedy więc polski dystrybutor marki Anbernic po prostu podesłał mi do testów egzemplarz modelu RG DS (urządzenia o klasycznej konstrukcji „clamshell” z klapką i dwoma fizycznymi wyświetlaczami), byłem niezwykle zaintrygowany. Zastanawiałem się, czy dla takiego nowicjusza jak ja, będzie to przyjazny sprzęt, który godnie zastąpi wysłużone oryginały w jednym, zgrabnym pakiecie.

Po spędzeniu z Anbernic RG DS kilkunastu intensywnych dni i nocy, przeanalizowaniu jego możliwości i przetestowaniu na nim dziesiątek gier, muszę przyznać, że mam do tego urządzenia stosunek niezwykle słodko-gorzki. Sam pomysł na tę konsolkę jest po prostu świetny i niesamowicie odważny – w końcu ktoś spróbował wypełnić tę ogromną lukę na rynku! Niestety, o ile idea zasługuje na oklaski na stojąco, o tyle jej fizyczne wykonanie budzi bardzo dużo zastrzeżeń. Anbernic RG DS to sprzęt pełen kompromisów, który potrafi zauroczyć, by za chwilę mocno zirytować. Zapraszam do obszernej recenzji, w której sprawdzimy krok po kroku, czy ta innowacyjna maszyna jest warta Waszych pieniędzy.

 

 

Jakość wykonania i design – Nostalgia z nutką „targowego gadżetu”

Zacznijmy od tego, co widzimy i czujemy po wyciągnięciu konsoli z pudełka. Format „clamshell” (muszelka) to absolutny strzał w dziesiątkę. Możliwość fizycznego zamknięcia konsoli, co automatycznie chroni oba ekrany przed zarysowaniami w plecaku czy kieszeni, to fantastyczny powrót do przeszłości. Urządzenie jest stosunkowo kompaktowe, dobrze leży w dłoniach, a na duży plus zasługuje fakt, że zawias działa bardzo dobrze. Stawia odpowiedni opór i pewnie trzyma górny ekran, co jest kluczowe w tego typu konstrukcjach. Na obudowie znajdziemy również aż dwa porty USB-C, co jest bardzo miłym i praktycznym dodatkiem ułatwiającym jednoczesne ładowanie i podłączenie akcesoriów.

Warto w tym miejscu wspomnieć również o wariantach kolorystycznych, bo to ważny detal dla estetów. Egzemplarz testowy, który trafił w moje ręce, to wersja w przepięknym, turkusowym odcieniu (Turquoise Blue). Producent ewidentnie puszcza tutaj oko do fanów wielkiego „N”, bo ten konkretny kolor momentalnie przywodzi na myśl jedne z najbardziej klasycznych i rozpoznawalnych wydań oryginalnego Nintendo DS. Oprócz tego, Anbernic wypuścił na rynek ten model także w dwóch innych wersjach: czystej bieli (White) oraz nieco bardziej agresywnej, czerwono-czarnej mieszance (Red-Black).

 

 

Niestety, czar nieco pryska, gdy zaczniemy przyglądać się pozostałym detalom i materiałom, z jakich sprzęt został wykonany. Anbernic przez lata przyzwyczaił graczy do pewnego standardu – modele z metalową obudową czy świetnej jakości matowymi plastikami pokazywały, że firma potrafi tworzyć sprzęt aspirujący do segmentu premium. W przypadku RG DS mamy jednak do czynienia z materiałami zauważalnie niższej klasy.

Gdy weźmiecie urządzenie do rąk, można odnieść nieodparte wrażenie, że sprzęt pachnie takim tanim, targowym gadżetem. Plastik jest dość cienki i podatny na zbieranie odcisków palców, szczególnie zewnętrzna część. Schody zaczynają się przy elementach sterujących. Przyciski funkcyjne (krzyżak oraz ABXY) są po prostu bardzo „twarde” i klikają fatalnie, nie dając tej przyjemnej, miękkiej satysfakcji z wciskania, do której przyzwyczaiły nas chociażby oryginalne konsole Nintendo.

 

 

Jeszcze gorzej sprawa wygląda z „triggerami”, czyli przyciskami L1/L2 oraz R1/R2. W egzemplarzu recenzenckim, który otrzymałem (i który zapewne przeszedł już przez wiele rąk, więc ma swój „przebieg”), przyciski te były wyraźnie zajechane. Ruszały się na boki, nie były stabilne, a ich klikanie i „odstawanie” od obudowy potęgowało uczucie obcowania z tanią zabawką. Gałki analogowe to z kolei standardowe, niewielkie moduły – są po prostu odpowiednie do klasy tego urządzenia, spełniają swoją rolę i nie ma nad czym się tu zbytnio rozwodzić.

 

 

Ekrany i Rozdzielczość – Największy i najbardziej niezrozumiały błąd inżynierów

Przechodzimy do kluczowego elementu tej układanki – dwóch ekranów. Głównym powodem, dla którego kupujemy to urządzenie, jest chęć perfekcyjnej emulacji gier z Nintendo DS. I to właśnie w tym miejscu inżynierowie Anbernica podjęli decyzję, która jest dla mnie najbardziej bolesna. Smutne jest to, że konsola została stworzona głównie z myślą o pierwszym „Dual Screenie”, ale ma całkowicie schrzanioną rozdzielczość.

Aby emulacja pikselowych gier z klasycznego DS-a wyglądała idealnie i ostro, potrzebujemy ekranu o rozdzielczości równej oryginałowi, czyli 256 x 192 piksele, lub jej dokładnej, całkowitej wielokrotności (tzw. Integer Scaling). Mogłoby to być zatem 512 x 384 (2x) lub 768 x 576 (3x).

Co zrobił Anbernic? Zastosował dwa panele o rozdzielczości 640 x 480 pikseli.

 

 

Dlaczego akurat tyle? Ponieważ 640×480 to dokładnie dwukrotność rozdzielczości dolnego ekranu z nowszego Nintendo 3DS. Dodatkowo, takie panele są masowo i tanio produkowane w Chinach na potrzeby innych retro konsol o proporcjach 4:3. W przypadku gier ze zwykłego DS-a stawia to jednak gracza przed tragicznym dylematem:

  • Opcja 1 (Czarne ramki): Ustawiasz emulator na perfekcyjne skalowanie (Pixel Perfect x2, czyli 512×384 wpasowane w ekran 640×480). Obraz jest ostry jak brzytwa, ale wokół gry masz bardzo grube, czarne ramki ze wszystkich stron. Marnujesz spory kawał fizycznego wyświetlacza.

  • Opcja 2 (Rozmazany obraz): Rozciągasz grę, by wypełniała cały ekran zachowując proporcje. Ponieważ 640 nie dzieli się idealnie przez 256, emulator musi nałożyć filtry wygładzające. W efekcie grasz z rozmazanym ekranem, który traci piękną ostrość oryginalnych, urokliwych pikseli.

Więc, mówiąc wprost: albo grasz z potężnymi czarnymi ramkami, albo z rozmazanym obrazem. Brak zastosowania matryc pod natywną wielokrotność 256×192 to ogromna rysa na tym świetnym koncepcie.

Prawdziwie debilnym wręcz rozwiązaniem, które muszę tu wypunktować, jest brak możliwości całkowitego wyłączenia jednego z ekranów podczas grania w gry niewykorzystujące dwóch wyświetlaczy (np. z GBA, SNES czy PS1). Jeśli odpalisz grę na górnym ekranie, dolny nadal jest aktywny i podświetlony. To nie tylko drastycznie wpływa na drenaż i tak przeciętnej baterii, ale potężnie niszczy immersję, gdy pod nosem świeci Ci pusty kwadrat.

Emulacja w praktyce i „gimnastyka” w opcjach

Sercem konsoli jest system operacyjny bazujący na Androidzie wspierany przez procesor ze… niskiej półki. Średnio półkowy to był on w okolicach 2017 roku kiedy ukazał się na rynku. Wspiera go ARM Mali-G52 2EE, czyli układ graficzny rok starszy, i wtedy nazywany średnio-półkowcem. Jak to przekłada się na realną wydajność? Postanowiłem rzucić tej konsoli kilka wyzwań.

Zacząłem od platform, do których ta konsola została teoretycznie stworzona. Odpaliłem bardzo wymagające jak na swoje czasy Ninja Gaiden: Dragon Sword, Dragon Quest IX, czy Call of Duty: Black Ops w wersji na oryginalne Nintendo DS. Ku mojemu zadowoleniu, gra działała płynnie i stabilnie. Ekran dotykowy i podział ról na dwóch wyświetlaczach sprawdził się tutaj tak, jak powinien.

 

 

 

Warto w tym miejscu jednak wyraźnie zaznaczyć jedną, bardzo ważną rzecz. Aby osiągnąć dokładnie taki sam efekt i układ jak podczas grania na oryginalnym Nintendo DS na dwóch ekranach, trzeba się naprawdę sporo nagimnastykować. Sprzęt nie jest idealnie skonfigurowany prosto z pudełka. Jako użytkownicy musimy wejść głęboko w opcje systemu oraz samego emulatora (np. Drastic), aby ogarnąć przypisanie odpowiednich wyświetlaczy, dostosować proporcje, ukryć nakładki systemowe Androida i dojść do tego, jak to wszystko sobie odpowiednio poukładać. Ustawienie idealnego środowiska wymaga cierpliwości, co dla osób oczekujących zabawy w stylu „plug & play” może być sporą barierą.

Po opanowaniu ustawień, postanowiłem sprawdzić, jak RG DS radzi sobie z innymi systemami. Na tapet wjechało głównie PSP z takimi hitami jak Grand Theft Auto: Vice City Stories oraz Dragon Ball Z: Tenkaichi Tag Team (znane też w niektórych regionach jako Dragon Walker). Wynik? Zaskakująco dobry! Gry z PlayStation Portable śmigały płynnie, bez większych zacięć, co czyni z tego urządzenia niezłą maszynkę do starszych hitów 3D.

 

 

 

Schody, i to bardzo strome, zaczęły się przy nowszej generacji. Skoro ekrany mają rozdzielczość dopasowaną pod Nintendo 3DS, to spróbowałem odpalić Fire Emblem Awakening. Efekt? Prześmieszny. Gra uruchomiła się, ale działała w… 4 FPS-ach. Pokaz slajdów to mało powiedziane. Emulacja 3DS-a to dla podzespołów w tym modelu po prostu za wysokie progi. 

Ekran dotykowy, Rysik i Zacinający się Multitasking

Dolny ekran to oczywiście panel dotykowy. Dużym plusem jest to, że w zestawie dostajemy najprostszy pen/stylus. Działa, spełnia swoją funkcję, i fajnie, że coś takiego dodali do pudełka – nie trzeba absolutnie nic dokupować w tej materii. Niestety, sam dotyk łapie wyczuwalne opóźnienia (input lag), co w szybkich grach bywa irytujące, ale do spokojnych RPG-ów czy strategii wystarcza.

Kolejnym potknięciem oprogramowania jest funkcja wielozadaniowości reklamowana przez producenta. Anbernic chwalił się, że dzięki Androidowi możemy używać dwóch ekranów niezależnie. W rzeczywistości, używanie trybu dual screen – jakbyś chciał np. odpalić przeglądarkę internetową na jednej matrycy, podczas gdy w coś grasz na drugiej – działa mega kiepsko. Procesor nie wyrabia, a całość łapie konkretną zawiechę. Tę opcję lepiej po prostu zignorować.

 

 

Bateria i brak chłodzenia – Ciepło w dłoniach

Zasilanie i kultura pracy to kolejne kompromisy. Bateria jest w tym modelu mocno średnia. Grając na średniej jasności wyświetlaczy, w zależności od tego jak wymagająca jest odpalona gra, otrzymujemy od 2,5 do około 5 godzin rozrywki. Biorąc pod uwagę dwa podświetlane ekrany (z których jednego nie da się wyłączyć, o czym pisałem wyżej!), wynik ten nie zachwyca.

Trzecia, równie ważna sprawa: konsola nie ma żadnego aktywnego chłodzenia. Po dłuższej rozgrywce w bardziej wymagające gry, plecki konsoli stają się dosyć nagrzane. Nie parzy to w dłonie, ale jest wyraźnie odczuwalne i przypomina nam, że procesor poci się tam w środku bez odpowiedniego przewiewu.

 

 

Cena, Konkurencja i Oczekiwania na przyszłość

Zanim ostatecznie skreślimy lub pochwalimy ten sprzęt, musimy spojrzeć na niezwykle istotny aspekt – cenę. W dniu premiery Anbernic RG DS został wyceniony na 94.99 USD, co w przeliczeniu daje kwotę około 350 złotych. Biorąc pod uwagę to, jak konsola wygląda, jak działa, jakie platformy sprawnie emuluje i co ostatecznie oferuje… uważam, że cena ta jest niezwykle adekwatna. Co więcej, to kwota, którą przy odrobinie szczęścia i chęci możemy jeszcze zbić jakimś kuponem rabatowym w sklepach z elektroniką.

Za 350 złotych dostajemy eksperymentalny, fizyczny „dual screen”, który robi swoją robotę. Dla porównania, na rynku są podobne konsole od innych firm, takie jak AYN Thor czy AYANEO Pocket DS. Problem w tym, że są to sprzęty premium kosztujące odpowiednio 300 i 400 dolarów.

Uważam, że Anbernic ma w tym miejscu gigantyczne pole do popisu. Bardzo chciałbym, aby ten producent wyprodukował w przyszłości podobny handheld, ale o wiele mocniejszy – zoptymalizowany pod granie w gry z 3DS-a. Anbernic wcale nie musi oferować kosmicznie drogich ekranów OLED-owych, jak to robią AYN i Ayaneo w swoich dual-screenowych potworach. Dobrze wyceniona konsola z dwoma ekranami pod 3DS, bez zbędnych bajerów, miałaby szansę osiągnąć ogromny sukces komercyjny.

 

 

Podsumowanie

Recenzowanie Anbernic RG DS to dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie. Z jednej strony, urządzenie to zirytowało mnie kilkoma decyzjami- plastiki pachną targowym gadżetem, przyciski są zbyt twarde, triggery w testowym egzemplarzu miały spore luzy, a brak możliwości wyłączenia drugiego ekranu to czysty absurd. Nietrafiona rozdzielczość wymusza granie z ramkami lub w rozmyciu, a brak chłodzenia podgrzewa plecki. 

Z drugiej jednak strony, ta konsola ma w sobie coś absolutnie unikalnego. Granie w gry z Nintendo DS na dwóch fizycznych ekranach wciąż jest o niebo lepszym i bardziej immersyjnym doświadczeniem, niż granie na jednym ekranie. Świetnie śmigają tu też gry z PSP. Do tego dostajemy dobrze działający zawias, rysik w zestawie, dwa złącza USB-C i świetną, nostalgiczną bryłę. A wszystko to otrzymujemy w uczciwej, naprawdę przystępnej cenie około 350 zł.

To nie jest sprzęt idealny. Ale jeśli jesteś świadomy jego wad, nie przeszkadza Ci chwila dłubania w opcjach i po prostu chcesz mieć fajnie wyglądającą, budżetową konsolkę z klapką – Anbernic RG DS dostarczy Ci sporo radości. Trzymam kciuki za mocniejszego następcę, a na ten moment to niezły, odważny sprzęt, wyceniony bardzo sprawiedliwie.

 

 

Ocena: 6.5 / 10


Podsumowanie

Zalety

  • + Genialna idea i dobrze zrealizowana konstrukcja "clamshell" z bardzo dobrze działającym zawiasem.
  • + Adekwatna i atrakcyjna cena (ok. 350 zł), którą często można zbić kuponami.
  • + Płynna emulacja DS-a oraz zaskakująco dobra emulacja PSP.
  • + Aż dwa porty USB-C oraz dołączony do zestawu rysik (stylus).
  • + Zdecydowanie najwygodniejszy, budżetowy sposób na granie w gry z dwoma ekranami w formie fizycznej.

Wady

  • - Rozdzielczość ekranów 640x480 zamiast natywnego 256x192 wymusza grę z czarnymi ramkami lub w brzydkim rozmyciu.
  • - Brak możliwości wyłączenia drugiego ekranu w grach jednoekranowych psuje immersję i zżera baterię
  • - Twarde, źle klikające przyciski ABXY, luźne triggery L/R i plastik sprawiający wrażenie taniego gadżetu.
  • - Bardzo słaby procesor nie ogarniający multitaskingu tj. granie plus czytanie solucji na drugim ekranie z przeglądarki.
  • - Aby ustawić ekrany jak w klasycznym DS-ie, trzeba się sporo nagimnastykować w opcjach emulatora.
  • - Brak jakiegokolwiek chłodzenia i przeciętna bateria (2,5-5h)
Wyświetleń: 2661

Redaktor

Donat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *