Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Rocket man – recenzja No Man’s Sky

Sześć lat temu nadmiernie napompowany balonik hype’u pękł w momencie…

5 listopada 2022

Sześć lat temu nadmiernie napompowany balonik hype’u pękł w momencie premiery i obnażył prawdziwy obraz No Man’s Sky, który sprzedawany były jako przełom, redefiniujący gatunek otwartego świata. Ogromny i proceduralnie generowany wszechświat wypełniony planetami, na zwiedzenie których potrzebne by były tryliony lat, brzmiał tak intrygująco, że aż niemożliwie. W dzień premiery okazało się, że czas będzie No Man’s Sky jak najbardziej potrzebny – ale na łatanie błędów, a nie kosmiczną eksplorację. Doczekaliśmy się debiutu na Switchu i obawy powróciły. Czy No Man’s Sky zaliczy bezproblemowy start? Jak to śpiewał David Bowie: „Weźcie swoje proteinowe tabletki i załóżcie hełm”, bo czeka nas prawdziwy lot w kosmos! Kosmos, który zmieści się w kieszeni.

 

 She packed by bag last night, preflight

 

Nie będę ukrywać, że nie czuję się na siłach, by zrecenzować ten tytuł. Wydaje mi się, a nawet jestem przekonany, że nie ma na tym świecie osoby mogącej wystawić końcową notę tej grze. Dlaczego? A to dlatego, że potrzeba urządzeń mogących spojrzeć w przyszłość, by zobaczyć, jakie aktualizacje ma w planach jeszcze wypuścić Hello Games do ich popisowego dzieła, czyli omawianego dzisiaj No Man’s Sky.

 

 

Po sześciu latach od premiery gra zmieniła się nie do poznania. W dalszym ciągu jest jednak wierna swojej pierwotnej idei – dać graczom możliwość odkrywania i podróżowania po nieskończonym wszechświecie. Co dostajemy na Switchu? Grę rozwiniętą m.in. o wątek fabularny, budowanie baz, pojazdów oraz hodowlę roślin. Trzeba przyznać jedno – trudno w No Man’s Sky się nudzić. Tytuł oferuje trzy tryby rozgrywki, różniące się stopniem trudności przetrwania: Normalny, Przetrwania i Kreatywny. Każdy spragniony przygód lub tworzenia znajdzie w tym kosmosie coś dla siebie.

 

 

 

Zero hour, nine a.m.

 

Trzeba przyznać, że jedną z cech wyróżniających No Man’s Sky jest różnorodność. Każda rozpoczęta przygoda osadza nas w jednej z proceduralnie generowanych planet. Ciała niebieskie różnią się klimatem, ukształtowaniem terenu, a także florą i fauną. Warunki planety determinują styl gry oraz rodzaj magazynowanych surowców.

 

Materiały, jak to na survival przystało, pozyskiwać przyjdzie nam z otaczających skał oraz roślin. Pomocne w tym będzie uniwersalne urządzenie wydobywcze. Zmienny pistolet, strzelający zbieracką wiązką, pozwala na destrukcję drzew, kamieni, a jego rozwinięcie umożliwia również drążenie otworów w glebie.  Mimo upływu lat oraz wielu aktualizacji, grind pozostaje rdzennym elementem rozgrywki No Man’s Sky. Z czasem może nudzić, ale sposobów na rozdysponowanie pozyskanych materiałów jest naprawdę wiele.

 

 

And I’m gonna be high

 

Tlen, węgiel oraz sód znajdują zastosowanie przy odnawianiu funkcji podtrzymujących życie w naszym kostiumie. Z pomocą przenośnej rafinerii przetworzymy podstawowe materiały, z których skorzystamy przy tworzeniu bardziej skomplikowanych przedmiotów – blachy, paliwa. Jednak nie samą produkcją gra stoi. Wprowadzony system handlu pozwala na spieniężanie ekwipunku w stacjach kosmicznych. To w nich często spotkamy przedstawicieli innych ras, posługujących się różnymi językami. Język nie jest jednak barierą nie do przeskoczenia. Szczególnie, gdy potencjalny kupiec jest przy kasie.

 

 

Podczas eksploracji planet zetkniemy się nieraz z pozostałościami innych kultur. Kamienie wiedzy pozwalają na stopniową naukę języka różnych ras. Początkowo będziemy rozumieć wyłącznie wybrane słowa, ale z czasem nasz bohater (oraz my) zacznie rozumieć sens wypowiedzi rozmówcy. Odnajdywanie kolejnych kamieni szybko okazuje się konieczne, jeżeli chcemy rozwinąć zdolności komunikacyjne. A ścieżek rozwoju jest całkiem sporo.

 

As a kite by then

 

Gra daje nam wolną rękę w kwestii rozwoju. Większość aktywności jest punktowana i nagradzana, co w pewnym stopniu determinuje nasz potencjalny kierunek kariery. Skanowanie terenu daje możliwość na odkrywanie nowych gatunków roślin oraz zwierząt. Co ciekawe, po przeskanowaniu nieznanego osobnika nasz nick zostaje przypisany jako odkrywca. Jeżeli więc marzyliście, by stać się nowym Amerigo Vespuccim, No Man’s Sky da wam taką możliwość. Lecz kim byłby odkrywca bez swojego statku?

 

 

Jak sam tytuł wskazuje – nie tylko ląd jest źródłem cennych zasobów. Po naprawieniu i zatankowaniu naszego statku, ruszymy w międzyplanetarną podróż, by poznać źródło tajemniczej transmisji. Tak mniej więcej prezentuje się wątek fabularny, który potraktować można jako rozbudowany samouczek. Kończąc kolejne questy, stopniowo poznawać będziemy rozmaite mechaniki gry, począwszy na budowaniu bazy, skończywszy na braniu udziału w kosmicznych bitwach powietrznych. Latanie jest intuicyjne, a pokonywanie kolejnych odległości bardzo satysfakcjonujące. Pierwsze włączenie napędu pulsacyjnego pozwala poczuć się jak Han Solo… z dużym naciskiem na „solo”.

 

 

I miss the Earth so much I miss my wife

 

Od momentu zapowiedzi gry na Switcha zastanawiałem się, na jakie cięcia graficzne zdecydują się twórcy. Po pobieżnym rzuceniu okiem na No Man’s Sky trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z wersją na konsolę Nintendo. Gra działa w bardzo stabilnych 30 FPS i podczas rozgrywki można wyczuć, że płynność była priorytetem autorów portu. Stabilność odświeżanego obrazu okupiona jest bowiem wieloma graficznymi kompromisami. Przede wszystkim – rozdzielczością.

W zadokowanym trybie gra wyświetlana jest w rozdzielczości poniżej 720p. Gołym okiem jesteśmy w stanie dostrzec piksele, co spowodowane jest również brakiem antyaliasingu. Niska rozdzielczość idzie również w parze z mało szczegółowymi lokalizacjami. Na Switchu zauważalne jest zdecydowanie rzadsze występowanie traw oraz innych elementów otoczenia, z których nie pozyskamy surowców. To samo można powiedzieć o wyglądzie nieba. Poza większymi pierścieniami planet, nie ujrzymy pięknego, rozgwieżdżonego nocnego nieboskłonu. O wizualny ból przyprawić mogą jedynie doczytujące i pojawiające się nagle przed nami elementy otoczenia. Najbardziej zauważalne jest to po skorzystaniu z urządzenia teleportacyjnego.

 

 

It’s lonely out in space

 

W przypadku zabawy w trybie przenośnym rozdzielczość jest redukowana o około 40%. To samo tyczy się tekstur, których jakość również ulega znacznemu zubożeniu. Mam nadzieję, że poniższy obrazek prezentujący porównanie między trybem zadokowanym i przenośnym dobrze uwidoczni różnice w jakości. Tak jak na dużym ekranie grafika może nie powala, tak na małym wyświetlaczu Switcha trudno o jakikolwiek dyskomfort. Poza tym ograniczenia graficzne pozwoliły na znaczne skrócenie czasu ładowania gry; przynajmniej w porównaniu do wersji na PlayStation 4. Jednak nie tylko za grafikę przyszło nam zapłacić w zamian za wersję na Switcha.

 

 

Z No Man’s Skry wycięto bowiem tryb multiplayer. No i cóż… Aż tak spora wada to nie jest, bo przemierzając ogromny i generowany proceduralnie wszechświat, trudno napotkać innego gracza; szczególnie, że tryb multi ograniczony jest wyłącznie do czterech graczy. Wchodzenie z nimi w interakcje pozwala m.in. na wymianę przedmiotów oraz udawanie się na wspólne misje. Miłośnicy zabawy z innymi mogą czuć się zawiedzeni, ale patrząc na zaangażowanie twórców w rozwój No Man’s Sky na Switchu, tryb wieloosobowy powinien również się pojawić. Nadziei dodaje bowiem najnowsza aktualizacja, która dodała do gry pełną polską lokalizację – głosy oraz napisy. Miło jest usłyszeć polski głos komputera pokładowego, przemawiającego z piękną muzyką w tle. Nie można oczywiście pominąć rewelacyjnej ścieżki dźwiękowej, która nieustannie umila każdą podróż. Posłuchajcie sami – pewnie potowarzyszy wam przy niejednej wycieczce.

 

 

On such a timeless flight

 

Przez ostatnie sześć lat No Man’s Sky przeszło niesamowitą drogę. Port na Switcha jest jej prawie najlepszą wersją. Sean Murray – dyrektor studia – przyznał w jednym z wywiadów, że przy przygotowywaniu wersji na Switcha mobilność była głównym priorytetem. Tłumaczy to więc liczne graficzne kompromisy, na które się zdecydowano. Zastosowano je jednak na tyle sprawnie, że przy grze mobilnej spadek jakości grafiki nie jest przeszkodą w rozgrywce. Jeżeli dodatkowo weźmie się pod uwagę skalę eksplorowanego kosmosu, zamkniętego w przenośnej konsoli Nintendo, można śmiało uznać, że Hello Games odwaliło kawał dobrej roboty. No Man’s Sky jest zwyczajnie przyjemną grą eksploracyjną, którą teraz będzie można zabrać właściwie w każde miejsce na świecie; nawet ten generowany naturalnie, a nie proceduralnie.

 

Cena w eShopie: 219,99 zł

Podziękowania dla Cenegi za dostarczenie gry do recenzji.


Podsumowanie

Zalety

  • + ogromny świat do zwiedzenia
  • + ciągły rozwój gry
  • + polska wersja językowa
  • + niepowtarzalność rozgrywki
  • + muzyka

Wady

  • - brak trybu multiplayer
  • - doczytujące się elementy otoczenia

8

Wyświetleń: 1238

Redaktor

Mikołaj "SynKury" Stryczyński

Legenda głosi, że wykluł się z jaja i od tego czasu pałęta się po świecie, ucząc się języka ludzi. Ze względu na dosyć ubogi system porozumiewania się homo sapiens, preferuje synergiczne doznania komunikacyjne, płynące z gier wideo. Poza tym studiuje, pisze scenariusze, kocha filmy i inne czynności będące czystą synekurą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *