RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Zdążyć przed czasem – recenzja Chronos: Before the Ashes

Od jakiegoś czasu gatunek określany jako soulslike staje się bardzo…

22 stycznia 2021

Od jakiegoś czasu gatunek określany jako soulslike staje się bardzo popularny. Przyczyniły się do tego gry z serii Dark Souls oraz Bloodborne. Na przestrzeni ostatnich kilku lat tytuły w tych klimatach pojawiają się jak grzyby po deszczu, w związku z czym praktycznie na każdej platformie można spotkać jakiegoś przedstawiciela tego gatunku. Co prawda pierwowzory nadal pozostają niedoścignione pod względem dopracowania i klimatu, więc nowe produkcje najczęściej okazują się po prostu średnie lub nawet słabe. Przed premierą Chronos: Before the Ashes nie liczyłem na to, że ta gra okaże się być jakimś wyjątkiem. Ale może się myliłem?

 

Z popiołów

 

Omawiany tytuł od studia Gunfire Games z założenia ma być prequelem dla Remnant: From the Ashes. Czy jednak znajomość tej drugiej jest niezbędna? Ja osobiście w Remnant nie grałem i jakoś szczególnie mi ten fakt nie przeszkadzał w rozgrywce. Jakieś nawiązania i podobieństwa prawdopodobnie są, ale nie czułem się zagubiony. Zwłaszcza, że jak przystało na grę typu soulslike, zbytnio rozbudowanej fabuły tutaj nie uświadczymy. Poznajemy ją stopniowo, np. rozmawiając z NPCami spotkanymi na naszej drodze. Nasz bohater (lub bohaterka, w zależności od naszego wyboru przed rozpoczęciem gry) jest wybrańcem, który otrzymuje zadanie zmierzenia się z pradawnym złem, a konkretnie smokiem, a także jego strażnikami.

 

 

Soulslike dla ubogich?

 

W kwestii mechaniki jest tutaj wiele podobieństw do serii Dark Souls, jednak nie znaczy to, że mamy do czynienia wyłącznie z kolejnym klonem. Twórcy dodali również parę elementów od siebie. Ale od początku.

Przed rozpoczęciem rozgrywki mamy za zadanie dokonać wyboru postaci. Tu niestety nie mamy zbyt wielkiego pola do popisu. Nie wybierzemy klasy postaci, nie będziemy też mieli do dyspozycji żadnego kreatora wyglądu. Wybieramy jedynie płeć (uprzedzam pytanie: do wyboru są tylko dwie) oraz broń. W przypadku oręża też jest dosyć ubogo, ponieważ możemy zdecydować się na szybki, ale zadający mniejsze ciosy miecz albo wolniejszy topór, który zadaje większe obrażenia.

 

 

Sterowanie jest podobne jak w serii Dark Souls. Przyciski odpowiedzialne za walkę, bieganie czy uniki są właściwie takie same. Nasz bohater porusza się w sposób powolny i ociężały. W przypadku produkcji od studia From Software również nie uświadczyliśmy zbyt wiele dynamizmu (przynajmniej na początku), jednakże tutaj ta ociężałość jakoś bardziej mi przeszkadzała. W efekcie prowadziło to do uczucia znużenia.

 

Podaj mi miecz, wnuczku

 

Jeśli chodzi o nowe elementy wprowadzone przez twórców, to jest nim na pewno dosyć oryginalny sposób rozwoju postaci oparty na starzeniu się. Przygodę rozpoczynamy jako młody, kilkunastoletni chłopak (lub dziewczyna), natomiast z każdą śmiercią kontynuujemy rozgrywkę starsi o rok. To z kolei ma istotny wpływ na rozwój naszego bohatera. Za walkę z przeciwnikami otrzymujemy punkty, które następnie możemy wydać na podniesienie swoich statystyk. Z wiekiem nasze predyspozycje związane z nauką nowych umiejętności zmieniają się, na przykład starsza postać łatwiej będzie uczyć się umiejętności magicznych. Dokładnie co dekadę odblokowywane są nowe zdolności, które pomogą nam w walce z przeciwnikami. Starzenie się naszej postaci skutkuje jednak także tym, że zbyt częste umieranie będzie prowadzić do przedwczesnego zakończenia historii. Rozwiązanie raczej niespotykane w grach, chociaż nie wiem, czy ma ono jakiś szczególny wpływ na rozgrywkę.

 

 

Walka nie jest jakoś szczególnie trudna, większość osób powinna sobie z nią spokojnie poradzić. Wystarczy w odpowiednim czasie atakować i blokować ciosy przeciwnika. Co jakiś czas trzeba też zmierzyć się z bossem. W serii Dark Souls ci potrafili napsuć wiele krwi, a zabicie niektórych kosztowało czasem wiele śmierci oraz godzin gry. Tutaj jednak poziom jest dosyć zrównoważony. Może nie jest łatwo, ale też nie określiłbym bossów w Chronos: Before the Ashes jako wyjątkowo trudnych.

 

 

Flaki z olejem

 

Grafika jest tu bardzo prosta, określiłbym ją nawet jako niezbyt ciekawą. Zarówno nasza postać, przeciwnicy, jak i całe otoczenie są jakby trochę „rozmyci”. Jednak dzięki tej prostocie graficznej wszystko jest w miarę czytelne. Widać natomiast, że nie jest to tytuł AAA. Na pewno zabrakło tu budżetu, być może też pomysłu. Nie ma rozmachu typowego dla serii Dark Souls. Powolna akcja oraz wspomniany styl graficzny sprawiały, że bardzo szybko czułem się znużony. Na pewno nie jest to produkcja, w którą gra się z wypiekami na twarzy.

 

 

Odgłosy pustki

 

W kwestii audio nie uświadczymy tu zbyt wiele muzyki. Motywy muzyczne są raczej rzadkością, chociaż nie należy tego traktować jako wadę. Jest to typowe rozwiązanie dla produkcji typu soulslike. W tle słyszymy natomiast odgłosy otoczenia: kroki, jakieś pojękiwania w oddali, tzw. „odgłosy pustki”. Wszystko to buduje klimat zagubienia w opustoszałym, niezbyt przyjaznym obszarze.

 

 

Chronos: Before the Ashes nie jest złą produkcją, ale też nie wybitną. To typowy średniak, którego śmiało można postawić na półce obok innych gier soulslike. Bo pierwowzór, czyli Dark Souls oraz Bloodborne, pozostaje niedościgniony. Z tego powodu tytuł spodoba się bardziej fanom gatunku.

 

Cena w eShopie: 124,99 zł

Podziękowania dla Dead Good Media za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dobry tytuł dla fanów gatunku
  • + mechanika związana ze starzeniem się bohatera

Wady

  • - rozmyta grafika
  • - gra na kilka godzin
  • - bywa monotonna

6

Wyświetleń: 1003

Redaktor

Paweł Sępioł

Wyznawca Eris z utęsknieniem czekający na powrót Wielkich Przedwiecznych. Na nowo odkrył miłość do Nintendo, chociaż od wielu lat romansuje jeszcze z PlayStation. Fan planszówek, horroru w każdej formie oraz zombie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *