RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Klasyk w nowej odsłonie – recenzja Resident Evil 2 Cloud Version

Resident Evil 2 Remake nie jest już grą nową, ponieważ…

20 grudnia 2022

Resident Evil 2 Remake nie jest już grą nową, ponieważ tytuł pojawił się w 2019 roku na PC oraz konsolach poprzedniej generacji. W czerwcu tego roku światło dzienne ujrzały wersje dla PlayStation 5 oraz Xbox Series S/X. W listopadzie Capcom zrobił coś, o co nikt nie prosił, mianowicie wypuścił wspomniany tytuł na Switchu, rzecz jasna w wersji cloud. Czy było to dobre posunięcie i czy produkcja ostatecznie okazała się być grywalna? Opinie na ten temat są różne, a ja sam do tej pory mam mieszane uczucia.

 

 

Na wstępie kilka kwestii technicznych

 

Recenzję zacznę trochę nietypowo, ponieważ w pierwszej kolejności skupię się na stronie technicznej produkcji. Przede wszystkim po raz kolejny powraca temat gry w chmurze na Switchu. Na łamach NintendoSwitch.pl również wypowiadaliśmy się na ten temat, o czym można przeczytać TUTAJ.

 

 

Nie posiadam dokładnych danych dotyczących tego, jak sprzedają się w eShopie gry działające w chmurze. Wiem natomiast, że w Internecie, zarówno tym polsko-, jak i anglojęzycznym, trudno jest doszukiwać się pozytywnych komentarzy na ten temat. W głównej mierze rozchodzi się o ograniczenia związane z mobilnością (nie wszędzie dostępny jest Internet o dobrej prędkości, a sama idea Switcha opiera się przecież na mobilności), kwestie posiadania danej gry (Nintendo prawdopodobnie prędzej czy później zdecyduje się wyłączyć serwery) oraz niedopracowanie tej usługi. Nie zapominajmy też o input lagu i nierównomiernej oprawie graficznej, zależnej od prędkości połączenia sieciowego.

 

 

Nie mam oczywiście nic przeciwko samej idei grania w chmurze. Sam chętnie korzystam ze Stadii (która już niedługo zostanie wyłączona) oraz GeForce Now. Chociaż tego typu usługi nie są w stanie zapewnić takich samych wrażeń jak dobry, gamingowy komputer lub konsola nowej generacji, to jednak mają też swoje zalety. Nie jest to co prawda miejsce, żeby rozpisywać się na ich temat. Zmierzam do tego, że streaming na Nintendo Switch niestety nawet nie dorasta do pięt wyżej wymienionym serwisom. Staram się testować wszystkie wersje demonstracyjne, jakie ukażą się w tej technologii i z przykrością stwierdzam, że większość z nich jest niegrywalna, natomiast reszta prezentuje się co najwyżej przeciętnie.

 

Dużo lepiej, ale to jeszcze nie to

 

O dziwo, wszystkie części Resident Evil działające na Switchu w chmurze pozytywnie zaskoczyły mnie pod tym względem. Spodziewałem się kolejnego graficznego kastrata, ledwie osiągającego 30 klatek na sekundę i zacinającego się co chwilę. Już wersja demonstracyjna skutecznie wyprowadziła mnie z tego błędu, natomiast pierwsze kilka godzin w pełnej wersji utrzymało mnie w przekonaniu, że jednak wymagające produkcje mogą być strumieniowane na Switchu na przyzwoitym poziomie, mimo że do ideału i tak jeszcze trochę brakuje.

 

 

Powiem tak, że pomiędzy dotychczasowymi wersjami w chmurze, a tym co zaprezentował CAPCOM istnieje ogromna przepaść jakościowa. Pomimo tego i tak nie jest to jeszcze to, czego oczekiwałbym od strumieniowania.

 

Wreszcie dobrze działający streaming

 

Resident Evil 2 Cloud Version wygląda lepiej niż cokolwiek, co przyszło nam do tej pory odpalić na Switchu. Tekstury są wysokiej jakości, zauważyć można piękną grę świateł na poszczególnych elementach otoczenia, natomiast lokalizacje wyglądają realistycznie i mrocznie. To jest dokładnie to, czego oczekiwałbym od survival horroru łączącego klasyczną mechanikę z nowoczesną oprawą graficzną.

 

 

Strumieniowanie w tym przypadku pozwala na coś, czego Switch sprzętowo nie byłby w stanie udźwignąć, tzn. dobrą grafikę z odświeżaniem sięgającym 50-60 klatek na sekundę (a warto dodać, że żadna gra w chmurze na hybrydowej konsoli nie uzyskała takich osiągów). Nie jest to oczywiście jakość godna konsol nowej generacji. Powiedziałbym, że tytuł prezentuje się nieco lepiej niż na podstawowej wersji PlayStation 4.

 

Jest dobrze, ale wiele zależy od połączenia internetowego

 

W kwestii sterowania nie zauważyłem żadnych input lagów, chociaż z opinii w Internecie wiem, że wiele osób narzeka na tę kwestię. Tutaj należy wziąć pod uwagę, że gry w chmurze mogą działać bardzo różnie w zależności od posiadanego łącza internetowego. Ja przeprowadziłem testy na światłowodzie 600/100 Mb/s, kiedy jednak uruchomiłem produkcję na połączeniu o dużo gorszej prędkości, problemy ze wspomnianymi opóźnieniami oraz z pogorszeniem grafiki były bardzo widoczne.

 

 

Istotnym problemem, który obecny był nawet w przypadku bardzo dobrego połączenia internetowego, okazały się być niewielkie, chociaż zbyt częste zacięcia w trakcie gry. Nie jest to wada na tyle poważna, żeby uniemożliwiała rozgrywkę, jednakże w moim przypadku była zauważalna i na dłuższą metę potrafiła irytować.

 

Powrót klasyka po raz kolejny

 

Resident Evil jest serią, którą raczej mało komu trzeba przedstawiać, mimo że pierwsza część zadebiutowała w 1996 roku. Chociaż dzisiaj zarówno pod względem grafiki, jak i rozgrywki może już wyglądać archaicznie, to jednak w tamtych czasach pokazała, jak powinien wyglądać dobry survival horror. Nadała też pewien kierunek nie tylko kolejnym częściom, ale też tytułom utrzymanym w podobnej konwencji.

 

 

Gry z tej serii od czasu pierwszego PlayStation ukazywały się na każdej generacji i z czasem zaczęły ewoluować. Czwarta część była odejściem od sprawdzonej konwencji w kierunku większej akcji i mniejszej liczby łamigłówek, natomiast „siódemka” starała się powrócić do korzeni, mimo że zaimplementowany został widok z pierwszej osoby. Recenzowany tytuł jest natomiast hołdem w kierunku trzech pierwszych części (i kilku spin-offów), ponieważ po raz kolejny przyjdzie nam eksplorować opustoszałe korytarze, rozwiązywać często niełatwe zagadki, stawiać czoło błąkającym się tu i ówdzie umarlakom oraz oszczędzać amunicję, której tradycyjnie nie mamy za wiele. A wszystko to w zupełnie nowej, stworzonej od podstaw oprawie graficznej.

 

Mrok, klaustrofobia i łamigłówki

 

Seria Resident Evil nigdy nie charakteryzowała się szczególnie wyszukaną fabułą, chociaż w piątej i szóstej części twórcom zdarzało się konkretnie popłynąć pod tym względem. Historia pełni tutaj istotną rolę, chociaż nie ona świadczy o kunszcie tego dzieła. Wcielając się w Leona lub Claire, zostajemy wrzuceni w sam środek piekła, które dopiero co zaczyna się rozpętywać w Raccoon City.

 

Przez kolejne godziny przyjdzie nam samotnie przemierzać klaustrofobiczne i często ciemne lokalizacje, natomiast naboje będziemy musieli oglądać z każdej strony, zanim zdecydujemy się „uśpić” nimi wygłodniałego zombiaka. A może lepiej zostawić go w spokoju i oszczędzić amunicję? Mogę go wyminąć, ale co, jeśli później będę musiał jeszcze wrócić do tej lokalizacji? To tylko niewielka część dylematów, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć, ponieważ oszczędzać musimy nie tylko amunicję, ale też miejsce w ekwipunku. Nadmiar przedmiotów możemy zostawić w skrzyni, ale w razie potrzeby musimy później do niej dotrzeć.

 

 

Lokalizacje zostały skonstruowane w taki sposób, że często przyjdzie nam wracać do już odwiedzonych pomieszczeń, rozwiązywać łamigłówki i dzięki temu zyskiwać dostęp do kolejnych obszarów. Zapomnij tutaj o liniowości i bezmyślnej rozwałce, ponieważ Resident Evil 2 zmusi cię do ruszenia szarych komórek. Tytuł niejako wymusza na graczu, aby zbierał oraz czytał rozmaite dokumenty. Z nich możemy się dowiedzieć nie tylko o historii odwiedzanych miejsc, ale też uzyskać cenne wskazówki odnośnie do wielu zagadek.

 

Ucieczka przed oprawcą

 

Gdyby jednak poczucie zagrożenia w dalszym ciągu było za małe, to dodatkową „rozrywkę” zapewni nam ścigający nas na pewnych etapach gry Tyrant. Ten duży, brzydki i niezwykle wytrzymały jegomość będzie chciał nas dopaść, natomiast najlepszym wyjściem będzie w tym przypadku ucieczka. Można z nim walczyć i wpakować w niego cały magazynek ołowiu, jednakże to tylko spowolni tego bezwzględnego oprawcę.

 

 

Ścigający nas, niezniszczalny oprawca jest charakterystycznym rozwiązaniem dla pierwszych części Resident Evil, jak również dla kilku innych gier, jak chociażby wszystkich części Clock Tower z PlayStation i PlayStation 2. Inna sprawa, że nie każdemu to odpowiada i nie wszyscy lubią się bać bycia zdominowanymi przez nieśmiertelnego przeciwnika. Sam należę do tej grupy osób, która nie lubi czuć na sobie takiej presji i wolę raczej oddawać się swobodnej eksploracji oraz w miarę wyrównanej walce z przeciwnikami.

 

To brać czy nie?

 

Resident Evil 2 Cloud Version jest stworzoną od nowa odsłoną hitu z 1998 roku, która na Switchu nie miałaby szans ukazać się w formie fizycznej. W tym przypadku streaming okazał się być jedynym rozwiązaniem i trzeba przyznać, że Capcom wywiązał się dobrze z tego zadania. Tytuł wygląda nad wyraz zadowalająco i chodzi płynnie, przy czym liczne przycięcia mogą być z czasem irytujące. Pod względem grafiki również widoczne są pewne kompromisy, jednak produkcja i tak prezentuje się o wiele lepiej niż jakakolwiek inna działająca w chmurze na Switchu.

 

 

Co do samej gry, jest ona absolutnym must-have, nie tylko dla każdego fana serii, ale też survival horrorów. Nie grałeś jeszcze w Resident Evil 2 i zastanawiasz się, czy warto? Oczywiście, że warto! Pytasz, czy lepiej kupić wersję na Switcha, czy może na jakąkolwiek inną platformę? Odpowiem: to zależy. Przede wszystkim trzeba rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” związane z tym, jak działa ta technologia na hybrydowej konsoli.

 

Cena w eShopie: 179,00 zł

Podziękowania dla Capcom za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dobry klimat klasycznych survival horrorów
  • + duża liczba oryginalnych zagadek
  • + odświeżona oprawa graficzna przy zachowaniu klasycznej rozgrywki
  • + wysokie odświeżanie
  • + polskie napisy
  • + najlepiej działająca i wyglądająca gra w chmurze na Switchu

Wady

  • - przycięcia, które mogą irytować
  • - widoczne kompromisy graficzne względem wersji na inne platformy
  • - konieczność dobrego połączenia internetowego

7.5

Wyświetleń: 1609

Redaktor

Paweł Sępioł

Wyznawca Eris z utęsknieniem czekający na powrót Wielkich Przedwiecznych. Na nowo odkrył miłość do Nintendo, chociaż od wielu lat romansuje jeszcze z PlayStation. Fan planszówek, horroru w każdej formie oraz zombie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *