RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Sieczka samurajskim mieczem po raz kolejny – recenzja Samurai Warriors 5

Samurai Warriors to seria, która liczy już sobie 17 lat,…

4 sierpnia 2021

Samurai Warriors to seria, która liczy już sobie 17 lat, ponieważ jej pierwsza część ukazała się w 2004 roku jeszcze na PlayStation 2 oraz pierwszego Xboxa. Odpowiedzialne za nią jest to samo studio, które zasłynęło stworzeniem nieco starszego i bardziej znanego cyklu Dynasty Warriors, czyli Omega Force. Obecnie mamy do czynienia już z piątą częścią nazwaną po prostu Samurai Warriors 5. Czy ta „chodzona siekanka”, w której wcielamy się w słynnych wojowników i stajemy oko w oko z setkami przeciwników trzyma poziom jak inni wybitni przedstawiciele tego gatunku czy może lepiej omijać ją szerokim łukiem? Okaże się już za chwilę.

 

 

Tnij i siekaj!

 

Charakterystyczną cechą serii jest to, że chociaż liczy już prawie dwie dekady, to jednak nie popadła w powtarzalność, mimo że tak się może na pierwszy rzut oka wydawać. W końcu mamy tu do czynienia przede wszystkim z grą akcji. Podstawowym celem jest przedzieranie się przy pomocy broni białej przez setki, a nawet tysiące przeciwników. Inne poboczne czynności schodzą tutaj na drugi plan, a fabuła zwykle nie przyczynia się do powstawania wypieków na twarzy. Pomimo tego twórcom w każdej odsłonie udało się zaserwować fanom powiew nowości.

 

 

Odrobina historii

 

Warto zacząć od tła fabularnego, ponieważ Samurai Warriors 5 wydaje się przede wszystkim oddawać hołd wydarzeniom historycznym, jakie miały miejsce w Japonii w drugiej połowie XV wieku, a konkretnie w okresie Sengoku. Gracz zostaje przeniesiony w sam schyłek trwającej 10 lat tzw. Wojny Ōnin. W jej następstwie doszło do osłabienia władzy siogunatu Ashikaga. To z kolei przyczyniło się do ciągłych wojen i sporów politycznych w ówczesnej Japonii. Głównymi bohaterami są dwaj dowódcy przeciwstawnych armii, a więc Nobunaga Oda oraz Mitsuhide Akechi.

 

 

Sama kampania jest dosyć długa. Dzięki temu mamy możliwość poznania historii obydwu dowódców, jak również wzięcia udziału w najważniejszych bitwach okresu Sengoku. Poza wartką akcją i możliwością ścinania niezliczonej ilości przeciwników, możemy również obejrzeć wiele przerywników filmowych. Te są zarówno rysowane ręcznie, jak też stworzone na silniku gry. Jedne i drugie posuwają historię do przodu. Z góry należy zaznaczyć, że nie mamy tu do czynienia z wartką akcją na miarę Quentina Tarantino. Dla osób niezafascynowanych dziejami dawnej Japonii może nawet wydawać się monotonna, w związku z czym po jakimś czasie będziemy chcieli po prostu przewijać wstawki. Natomiast pasjonaci z pewnością znajdą tu dla siebie wiele smaczków i zarówno rozgrywka, jak i animacje dadzą im wiele przyjemności.

 

 

Duży wybór bohaterów

 

Jeśli już wspomnieliśmy o bohaterach gry, to na samym początku możemy wybrać tylko jednego. Jednakże poza nimi w późniejszym etapie nasz wybór rozszerzy się aż do 37 postaci. Wśród nich znajdą się zarówno te znane z poprzednich odsłon serii, jak również całkowicie nowe. Dodatkowo, każdy z wojowników charakteryzuje się indywidualnymi zdolnościami, które można wykorzystywać w walce. W grze zaimplementowany został również element rozwoju postaci. Jednakże należy pamiętać o tym, że po jakimś czasie ewoluują również nasi przeciwnicy. Przez to będziemy zmuszeni do regularnych zmian taktyki. Poza grą w pojedynkę twórcy dali nam również możliwość zabawy na podzielonym ekranie. Moim zdaniem jest to duży plus w przypadku współczesnych produkcji.

 

Pasjonująca sieczka

 

Siłą napędową Samurai Warriors 5 jest pełna akcji rozgrywka, która jest daleka od realizmu, jednakże mimo to potrafi sprawiać wiele frajdy. Jest to hack and slash pełen starć z dziesiątkami przeciwników na raz. Dlatego nie powinien dziwić fakt, że widoczny na ekranie licznik pokonanych wrogów szybko osiąga wartość trzycyfrową. Przy pomocy naszych umiejętności we władaniu bronią białą eliminujemy kolejnych wojowników, aby pod koniec poziomu osiągnąć jak najwyższą ocenę.

 

 

Jednakże nie tylko o to w tym wszystkim chodzi. Mamy jeszcze głównych, dużo potężniejszych przeciwników na każdym poziomie, istnieją też różne warunki decydujące o naszej wygranej lub porażce. W niektórych przypadkach naszym zadaniem jest ochrona przed śmiercią konkretnej postaci, innym razem musimy pokonać wskazanego przeciwnika, aby zwyciężyć. Dzięki temu rozgrywka nie sprowadza się do zwykłego wciskania jednego lub dwóch przycisków, ale trzeba też użyć trochę taktyki. Dosłownie trochę, ponieważ przede wszystkim jest to gra akcji. Jej podstawowym celem jest parcie do przodu i zabijanie wszystkich i wszystkiego na swojej drodze.

 

Wachlarz indywidualnych zdolności

 

Pisałem już o tym, że do wyboru będziemy mieć 37 postaci. Co to jednak wnosi do rozgrywki? Mianowicie każda z nich charakteryzuje się indywidualnymi zdolnościami. W związku z tym możemy wybrać takiego bohatera, który odpowiada naszemu stylowi gry. Poza tym istnieją również umiejętności przypisane do rodzaju broni, jaką w danym momencie używamy. Wyborów dokonujemy na specjalnej karcie postaci. Dostępny jest także pasek Mousu, którego pełne naładowanie skutkuje możliwością wykonania ostatecznego ataku. W tym przypadku każda z postaci posiada jakiś swój rodzaj ataku, a wszystkie z nich posiadają przyjemną dla oka animację. Ciekawe jest też to, że taki atak można wykonać zarówno samemu, jak też we dwójkę (z innym graczem lub z SI).

 

 

Coś dla jednego i coś dla dwojga

 

Warto poświęcić kilka słów trybom, które co nieco wnoszą do rozgrywki, mianowicie Musou i Citadel. Pierwszy z wymienionych jest po prostu zwykłą kampania fabularną, jednakże dzięki niej niestety nie zdobędziemy zbyt wielu surowców. Citadel to połączenie standardowej rozgrywki oraz tower defense. Pewną wadą dla miłośników kanapowego grania we dwoje jest fakt, że tej gry nie da się przejść w takim trybie jednym cięgiem. Na przemian trafiają się misje, które możemy przejść jedynie w pojedynkę. Przez to druga osoba będzie musiała po prostu poczekać, aż skończymy.

 

 

Tytuł w pewnym stopniu stawia również na rozwój, ponieważ mamy możliwość rozwijania umiejętności naszych dowódców dzięki zdobywanym w walce punktom doświadczenia. Z kolei surowce uzyskiwane w Citadel pozwalają na ulepszanie budynków. Oczywiście to nie wszystko, ponieważ dotyczy to również naszych broni i wierzchowców.

 

Nie najlepiej ale schludnie

 

Jeśli mowa o oprawie graficznej, to moim zdaniem gry z serii Dynasty Warriors oraz Samurai Warriors nigdy nie przedstawiały zbyt wysokiego poziomu, jak na możliwości sprzętu, na którym działały. Jednakże w przypadku omawianego tytułu jest całkiem przyzwoicie. Modele postaci zaprojektowane starannie, mimo że rozmyte obiekty otoczenia potrafią straszyć i przywodzić na myśl czasy PlayStation 2. Całość działa płynnie, chociaż jest to jedynie 30 klatek na sekundę. W najbardziej wymagających momentów odświeżanie potrafi spaść do 28 klatek. To i tak jest nienajgorszym wynikiem, jak na tak dużą liczbę przeciwników na ekranie. W przypadku gry na podzielonym ekranie występuje spadek nawet do 23 klatek. Warto przypomnieć, że Hyrule Warriors: Age of Calamity radził sobie pod tym względem gorzej, chociaż wówczas mieliśmy do czynienia z nieco bardziej zaawansowaną szatą graficzną.

 

Można powiedzieć, że Samurai Warriors 5 nie jest tytułem odkrywczym, jak również nie jest dla każdego. Jednakże jest dobrym, a nawet bardzo dobrym przedstawicielem swojego gatunku i już samo to wystarczy, aby zainteresować się nim. Jeśli podobały ci się poprzednie odsłony lub świetnie bawiłeś się przy Dynasty Warriors, ta produkcja również będzie dla ciebie.

 

Cena w eShopie: 280,00 zł

Podziękowania dla Koei Tecmo za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dynamiczna akcja
  • + duża liczba grywalnych postaci
  • + zabawa na wiele godzin
  • + możliwość gry we dwoje…

Wady

  • - … która jednak jest przerywana przez misje dla jednego gracza
  • - konieczność grindu do pełnego rozwoju postaci
  • - fabuła bywa monotonna
  • - zdecydowanie za wysoka cena

8

Wyświetleń: 1178

Redaktor

Paweł Sępioł

Wyznawca Eris z utęsknieniem czekający na powrót Wielkich Przedwiecznych. Na nowo odkrył miłość do Nintendo, chociaż od wielu lat romansuje jeszcze z PlayStation. Fan planszówek, horroru w każdej formie oraz zombie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *